• Dla fanów „True Detective”

    Na fali „Detektywa” nabrałam ochoty, by przeczytać „Galveston” Nica Pizzolato i przyznaję, że dawno nie obcowałam z tak ciemną, brudną i jednocześnie przejmującą opowieścią. Wszystko, co zachwyca mnie w telewizyjnej opowieści „True Detective” znajdziecie też w historii Roya i Rocky, choć przez to, że to książka, jest o wiele bardziej noir. CZYTAJ WIĘCEJ
  • „Mroczny zakątek” Gillian Flynn , czyli kryminalna liga mistrzów. Główna bohaterka to nowa Lisbeth Salander

    Powieść kryminalna znajduje się aktualnie w apogeum rozkwitu. Ale nie wystarczą już trzy klasyczne składowe: intryga, bohater i motyw zbrodni. To dziś literacki kombajn wymagający od autora nie lada umiejętności warsztatowych, wrażliwości, smaku, precyzji oraz analitycznego budowania fabuły. Na naszych oczach odbywa się właśnie rewolucja, w której nowy ład ustanawiają kobiety – zarówno autorki, jak i wykreowane w ich powieściach bohaterki. Polska nie odstaje od tych trendów, a raczej idealnie się w nie wpisuje, co potwierdza sprzedaż u nas tego typu książek i ich stała obecność na listach bestsellerów. Bez kompleksów nowe autorki konkurują z klasykami, błyskawicznie wspinając się na najwyższe miejsca. Nie dziwi mnie to. Wszak w naszym języku zbrodnia jest rodzaju żeńskiego. CZYTAJ WIĘCEJ
  • Dlaczego w Polsce nie ma dobrych seriali kryminalnych?

    Mam wrażenie, że wciąż tkwimy w latach 80., a niektórym twórcom wciąż się wydaje, że wszystko załatwi akcja (przekonują mnie, że przecież musi być po kolei, jedno ma wynikać z drugiego i być przewidywalne, bo widz nie zrozumie – wołam wtedy o pomstę do nieba! O jakim to braku szacunku do widza zaświadcza!). Tym bardziej drażni mnie w tych rozmowach, kiedy słyszę, że polski odbiorca nie jest gotów na polski True Detective lub Breaking Bad. O prostym The Killing nie wspominając. Nóż mi się w kieszeni otwiera i mam ochotę zarechotać szyderczo: Tak, u nas „sprzeda się” tylko Ojciec Mateusz i Brzydula. Nie mówię, że na rynku nie ma dla nich miejsca. Jest, ale też inne, lepsze rzeczy mają szanse być u nas zrozumiane, bo to nie jest kraj debili, a tak w każdym razie myślą niektórzy filmowcy na stanowiskach, skoro podejmują takowe decyzje. CZYTAJ WIĘCEJ
  • Jestem dla czytelników, a nie odwrotnie

    Teraz, kiedy piszę te słowa wybieram się do IPN, by czytać pewne akta. To jedynie element moich badań do nowej książki. Wcześniej analizowałam czaszki, wizytowałam najlepszego eksperta od rekonstrukcji i projekcji wstecznych (znajdują czaszkę, a ten człowiek tworzy na jej podstawie zdjęcie zaginionej osoby, mogą jej wówczas szukać w bazie m.in. Itaki etc.), ponieważ w mojej nowej książce nie będzie trupów (przynajmniej na początku będzie kłopot z ich odnalezieniem). A jak zapewne wiecie: nie ma trupa, nie ma zbrodni. Większość niewyjaśnionych spraw sprowadza się do tego, że nie znaleziono ciała ofiary. Policja często wie, kto za tym zaginięciem stoi, ale nie może udowodnić, że do zbrodni doszło dopóki nie znajdzie zwłok. Wiele jest takich historii, które znacie z mediów. Tacy „zniknięci” od zawsze mnie fascynowali. To kwintesencja tajemnicy. Mówi się standardowo, że policja zakłada 8 wersji śledczych, co oznacza, że wszystkie są możliwe: od wypadku po zabójstwo. Gdzieś pośrodku jest oczywiście, że osoba żyje, ale nie chce być znaleziona. Jeśli jednak mówimy o zbrodni doskonałej to głównie z takiej przyczyny. Oczywiście polscy zabójcy to nie bohaterowie zachodnich serialu. Zwykle pękają „na dołkach” lub w procesie - niesieni poczuciem winy wolą się przyznać i spać spokojnie. Pięknie ten wątek eksplorowany jest w True Detective, ostatnio moim ukochanym serialu kryminalnym. CZYTAJ WIĘCEJ