O autorze
Katarzyna Bonda, autorka bestsellerowych powieści kryminalnych. Do polskiego kryminału wprowadziła postać profilera: trylogia o psychologu policyjnym Hubercie Meyerze (Sprawa Niny Frank, Tylko martwi nie kłamią, Florystka), w 2014 roku zapoczątkowała „tetralogię żywiołów” o profilerce Saszy Załuskiej (Pochłaniacz – POWIETRZE, w przygotowaniu: Okularnik – ZIEMIA, Lampiony – OGIEŃ, Czerwony Pająk – WODA, które będą się ukazywały cyklicznie, co roku). Autorka książek dokumentalnych Zbrodnia niedoskonała i Polskie morderczynie. Założycielka szkoły pisania www.maszynadopisania.pl. Ukończyła dziennikarstwo na UW i scenariopisarstwo na PWSFTViT. Więcej na www.katarzynabonda.pl

Dla fanów „True Detective”

Na fali „Detektywa” nabrałam ochoty, by przeczytać „Galveston” Nica Pizzolato i przyznaję, że dawno nie obcowałam z tak ciemną, brudną i jednocześnie przejmującą opowieścią. Wszystko, co zachwyca mnie w telewizyjnej opowieści „True Detective” znajdziecie też w historii Roya i Rocky, choć przez to, że to książka, jest o wiele bardziej noir.

Dennis Lehane miał rację i prawdę mówiąc to dzięki jego zachęcie sięgnęłam po debiut literacki Pizzolato, ponieważ polska krytyka ostro zjechała autora. Moim zdaniem niesłusznie! Nadal wciąż u nas w Polsce krytycy nie wiedzą co sądzić o "zmąconych gatunkach", o opowieściach, które są kryminałami, a jednocześnie nimi nie są przez swój uniwersalny temat, którym w naszym nadwiślańskim kraju winna zajmować się tzw. literatura wysoka. Skoro zaś „Galveston” jest jednocześnie powieścią drogi, melodramatem, brutalnym PulpFiction i wszystkim, co zaliczmy do taniej sensacji - lepiej jej nie tykać recenzencko, a zaocznie lepiej zjechać niż pochwalić.



Nie jest to oczywiście kryminał, w takim klasycznym wydaniu, ani też opowieść drogi, choć jednocześnie tak wydaje się na pierwszy rzut oka. Zwróćcie uwagę na przepiękny, wręcz poetycki język, którym opowiada autor w gruncie rzeczy prostą, by nie powiedzieć banalną historię (ale jak to robi!!!!), a także na specyficzną percepcję świata, unikalne poglądy i mrok, które w serialu występują głównie za sprawą magnetycznego Rusta. Dla wiernych fanów „Detektywa” są niespodzianki - autor ukrył kilka nawiązań, które nie wydają mi się zupełnie przypadkowe (figurki z pociętych puszek, duszny klimat Luizjany, gang motocyklowy gotujący metę etc), a zaryzykuję stwierdzenie, że są niejako osobistą obserwacją Pizzolato (w trakcie lektury zastanawiałam się jak bardzo), gdyż książka powstała zanim Nic napisał „Detektywa” na zlecenie telewizji.

Nie chcę cytować przepięknych fraz, nie występujących i nie licujących z gatunkiem powieści sensacyjnej, które oczywiście z jednej strony spowalniają akcję, a z drugiej nadają tej historii wymiar wręcz metafizyczny, ponieważ sami powinniście je odkryć i zachwycić się nimi (nie będę Wam tego odbierać). Nieprzypadkowo także książka zawiera cytat z Faulknera. Znajdziecie tam bowiem nerw Mistrza - zapewniam. Osobiście „Galveston” kojarzy mi się z „Dzikimi palmami” i to zarówno w zapisie, jak i klimacie beznadziei, wręcz fatum, z którym ostatecznie bohaterowie muszą się pogodzić.

Jak widać, ciężka to rzecz, emocjonalnie wyrywająca kawał flaków, zmuszająca momentami do zeszklenia oczu lub skrzywienia się w akcie wściekłości kiedy bohater popełnia kolejny błąd (czyż może być większy komplement, jak współodczuwanie z postacią?) polecam dlatego zwłaszcza na leżak. Miło jest przeczytać tę historię, kiedy słońce świeci i za oknem świat nastraja nas optymistycznie. Dlatego przestrzegam: jeśli nie chcecie mieć po niej "doła", nie czekajcie z nią do listopada. A na koniec, bo o końcówce też chcę powiedzieć, zupełnie nie przeszkadza mi ten sentymentalizm. Po takiej ilości brudu, smutku, agresji i beznadziei (w trakcie kilkakrotnie chciałam odłożyć, obawiając się bezpowrotnej infekcji tym światem, a nawet - przyznaję - zapłakałam nad losem bohaterów) ucieszył mnie ten promyk nadziei.
Piękna, doskonale skonstruowana, ascetycznie zapisana historia, która zostaje gdzieś z tyłu głowy i ciężko po niej chwycić coś innego, bo każda opowieść przy niej wydaje się błaha. Polecam gorąco nie tylko miłośnikom prawdziwych detektywów.

‪#‎Bonda‬
Trwa ładowanie komentarzy...